Mięso z kością
Jak kruk jest więźniem swoich piór. I mogę to robić, bo jestem wolna. Choć więźniem swego ciała. Żadnych ideologii, autorytetów, żadnych wartości. Coś mniej zgnuśniałego, zniewalającego i ograniczającego. Jestem niepodległa dla rozwoju. Transcendencja mięsa z kością. Z piórami.
Pokazałam mojej czteroletniej córce sens płodzenia mięsa z kością. Umysł wchodzący w trans. Rozpoznaje nienawiść. Odnajduje w ciele mięso nasączone hormonami stresu. Mięsożerną nienawiść. Sens płodzenia mięsa z kością.
Wytłumaczyłam czteroletniej córce, jak rzeczywistość optymalnie jest złożona w każdej chwili. Zrozumiała skąd nienawiść jest siłą życiową. Odwrotnie niż skrajnie czysty umysł.
Stare ciała zostaną usunięte. Stare umysły zostaną usunięte. Żałosny ten antropocentryzm. Doświadczanie rzeczywistości non-identyfikacji. Pęd do wolności. Od odrażającej tradycji. Od humanistycznego piekła. Społeczny szczękościsk. Za oknem to widać, w kierunku agresji. W kierunku rzezi. Ekstrapolowana świadomość ludziowatych, przesądzająca urodą cmentarzy. Znowu i znowu, rodząca się moja wrogość. Dostrzegają ograniczającą złożoność umysłowo-cielesną. Wszystko rozgrywa się od zewnętrzności, tylko zewnętrzności. Utrudnia oddychanie. Ego z zapachu moczu i szarlotki. Krwi. Na palec do ust. Ta moja samoświadomość. To moja nienawiść.
Kto nie doświadczył pustki nibbany, nie rozumie rzeczywistości. Powietrza, którym odycha. Zniszczone będą wszystkie stare świadomości, oddzielone od mózgów. Postwegetacyjna i postanimalna świadomość ludziowatych jest już stara i gnijąca. Wydziela cierpienie i gazy jelitowe. Z ludzkich szczątków, brak widzenia istoty rzeczy. Analfabetyzm empatyczny. Ułomność obserwacji i uważności. Stare ciała zostaną zakopane w ziemi, tam gdzie społeczny nonsens. Społeczny i polityczny. Bunt. Nowa świadomość. Świadomość ogarniająca całość. Nowy człowiek. Nowy człowiek będzie ponad. Nadczłowiek. Z uważności powstanie nadczłowiek. Postantropocentryczny. Globalna samowiedza. Pełna samoświadomość.
W pustce nibbany nie ma humanizmu. Pustka nibbany nie jest ludzka. Rzeczywistość bez ludzkiej interpretacji. Przełamanie świadomości. To cielesność jest siedliskiem ego. Przed ostatecznym końcem ludziowatych. Nastanie nowy człowiek. Wszyscy żyjący dzisiaj zginą. Stara, prymitywna świadomość musi obumrzeć. W swojej fatalistycznej kondycji. Stosujący przemoc. Odejdzie w jedną wielką nieokreśloność. W nieoznaczoność.
W nieuchwytność. W mojej macicy. Ciąża. Mnoga. Ciąża wielomilionowa. Człowiek przychodzący z pustki. Pan Wszechświata. Jak mawiał Lorand Gaspar - człowiek, który chce zrozumieć gwałt nie należy do żadnego kraju, żadnej rodziny. Właściwe, głębokie przebaczenie jest tak naprawdę wdzięcznością. Umysłowa awangarda. Nowy człowiek.
Z pustki.
Gdy nie ma ego. To co na zewnątrz przenika mnie. Wiatr wieje przeze mnie. Z umęczenia nie mogłam już stawiać oporu. Mnie substancjalnej nie ma. Pozwalałam penetrować siebie - niema egzystencja. Teraz już wiatr wieje przeze mnie. Nic nie wymaga poruszania komórkami. Nawet bez nibbanicznego pustkowia - spójnia. Ludzkie oczy i ludzkie ręce. Nigdy moje. Rozcinam pochwę na trzydzieści osiem milionów kawałków. Oj tak, dobra jesteś! Heroicznie obfita menstruacja na Dzień Niepodległości. Gdy codzienność przesłania egzystencję. Moje istnienie jest oporem jaki ego stawia pustce. Mój pies jest formą oporu. Mój oddech jest formą oporu. Mowa jest oporem. Widok krwi jest oporem.
Wszechświat spogląda na siebie moimi oczami. Garść wiatru. Pulsujące w żyłach ego.
I piersi zbyt wielkie, zbyt ciężkie dla skrzydeł.
Egzystencja nie jest niczym istotnym, kilogramy mięsa z kością. Obserwuję co wyprawia mój organizm, zmuszana do identyfikacji. Moje mięso gnije w stanie zapalnym tkanek
- narkotyk dla świadomości - ego. Wytrysk na drodze od złożoności do prostoty, jak
mawiał Murray Gell-Mann. Ego kłamie i oszukuje. Omnipotencja pustki poprzez nibbanę. Uwikłanie w przyszłość. Pochodna wyzwolonego umysłu - czysty umysł - Czysty Umysł.
A wtedy już tylko to, co na zewnątrz. Moja egzystencja nie jest niczym istotnym nawet wtedy, gdy jego kark pachnie truskawkami. A wtedy już tylko to, co na zewnątrz.
Materializm wyciskany z pochwy, wytarłam gdy ściekał między udami. Konsumpcjonizm zeskrobałam z pozlepianych pośladków. W miejsce emigracji wewnętrznej mięsa
z kością.
Odnalazłam w sobie, po drugiej stronie kobiety brak ego mężczyzny. To taka sama pustka nibbany. Lustro. Poznałam już naturę rzeczywistości. Chmury ciężkie od łez . Mam 29 lat i chcę już umrzeć.
Wojna. Twarda tkanka stu dziewięćdziesięciu czterech ojczyzn. Dotyczy mnie. Kiedy brzuch mój wypełnią sto dziewięćdziesiąt cztery narodowe hymny. Kiedy puchnie znów moje ego. Odrodzi się system czterowymiarowy. W bryłach okrzepnie materia złożona. Obserwują to moje wirusy HSV. To dopiero będzie wojna.
Wypreparowałam sobie z bocznej ściany miednicy, w okolicach tętnic biodrowych, kapitalistyczny jajnik. Prawy. Siedem gramów mięsa. Ośmiogramowy lewy, komunizujący,
z ulgą także. Gdy mówisz do mnie, mięso z kością, dźwięk w pustej hali. Jak zespół Da Costy. Gdy ostatecznie zamykam im przestrzeń prokreacji. Porodówki tętnic biodrowych miednicy.
Z pudełka Schwarzkoglera. Do mózgu cyklicznie implementuję endoprotezy. I ojczyzna.
I jedna i druga i trzecia. Wyrzygałam imperatywy kontra kompulsje, ze wszystkimi antropo- centrycznymi inspiracjami. I do pochwy z przewlekłym zapałem ginekologa. Mój mózg ma żołądek i ręce. Płuca i serce. Idiopatyczny lęk i zaburzenia krążeniowo-oddechowe. Wolne od humanizmu.
Pod tymi narządami przepływa nienawiść. Nie chcę się do niego zbliżać - ból. Moje ego pustoszy mnie od środka. Obce komórki. Co to jest, jeśli odjęłam sobie pożądanie od wątroby? Macierzyństwo od obu nerek? Wypreparowałam z gałki ocznej antropocentryzm? Więzień narządów do psychiki. Pozrywałam receptory uczuć wyższych i wszystkich innych. Rozorałam tętnice rozumu. Tak, by niewiele zostało. Ciało, którym dysponuję.
Jestem zmuszana do seksu i do nienawiści. To nie ja, to moje ciało wydziela mocz. Uzyskałam świadomość w czymś, co ma piersi i pochwę, i nogi i ręce. Ciało, w którym jestem zmuszana do kochania i spożywania. A to w sumie to samo, co cztery łapy albo para cienkobłonnych skrzydeł. Wchodzę w niego, albo wychodzę. Mięso z kością, w którym zostałam osadzona. Teraz, gdy najbardziej zajęta jestem oddychaniem. Zrozumiałam, że koniec to moja właściwa droga.
Stany poza życiem cały ten teatr kończą. Płuca pracują jak miechy. Na dnie oceanu powietrza poruszają ludziowate ryby. W samym środku umysłu-pudełka. Moje członki, nie moje. Nigdy nie byłam jedną z ludziowatych. Poza powszechnie doświadczaną rzeczywistością.
Z mojego pudełka bliżej mi do mgławic międzygwiezdnych niż do ludziowatych na Ziemi.
Wyjęłam pochwę, abyście mogły wreszcie doświadczyć. Zrobiłam miejsce od jelit, między płucami w tunelach kręgów szyjnych. Tam gdzie ego nie pozwala mi was kochać. Potrafię już penetrować świat, w którym mnie nie ma.
Ego niezmiennie dąży do wszelakich identyfikacji. Nie miałam racji. Podłączyłam neuronalny przewód do prawej nerki nieco powyżej uczciwości. Wątrobę połączyłam aortą z motłochem na poziomie sprawiedliwości społecznej. Antropocentryzm ozdobiłam patriotycznymi wytryskami. Tak, by było chłodno pod kołdrą, gdzie dojrzewała negatywna weryfikacja płci. Identyfikacja ego z płcią jest zbędnym kwantem w kosmicznej hipotermii. To suwerenne nie mieć ani członka ani waginy. To suwerenne mieć i członek i waginę.
W zależności od stanu umysłu.
Doświadczyłam, że w pustce nic nie jest logiczne. Za to wszystko jest na swoim miejscu.
Urodzona zostałam bez mojej zgody. Jednostka w stadzie. Zmęczona swoim ego. Ego jako lubrykant-pasożyt. Wspięło się na wyżyny. Potem niecierpliwość. Wycofałam się z ludziowatej rzeczywistości. To śmieci. Olałam je ciepłym, krwistym moczem. Wygasiłam uczucia
i identyfikacje. Czerwoną wstążką podwiązałam jajniki. Wyrwałam włosy i rzęsy. Przywiązanie do syna zastąpiłam oddechem. I że dalej niż wczoraj już nie chcę pamiętać.
Pozbawiony społecznie zorientowanych neuronów umysł podąża w kierunku aspołecznym. Idiopatyczne wglądy. Wszystkość. Ego nie chce być już sobą. Zobaczyłam
i przeżyłam to - wskutek treningu umysłu - ludziowate warte są nie więcej niż muchy. Plask! Doświadczyłam, że kiedy ego nic nie może już to znaczy, że może jeszcze zabić. Plask! Karen Horney o pacjentach - neuroza źle leczona jest neurozą Wszechświata.
To, co interesujące. Dzieje się z umysłem w cieniu Wielkiego Atraktora.
Pustka nibbany powoduje mi upadanie pojęć. Merdać. Tak zakradłam się do jej wnętrza.
Gdzie wewnętrzny monolog to burczenie brzucha. Dla niej hodowanie doświadczających wglądów, to jak uderzenie we wspólnotę narodową. Identyfikacja z ego jest piętą achillesową. I jej prosto nakreślona pozwierzęca samoświadomość. Więzi i relacje są jak przemieszczanie gazów jelitowych. W miejsce, w którym pustka z ulgą gwałtownie ulatnia
się w czasoprzestrzeń.
Zaczyna się od doświadczenia pustki nibbany. Nowa świadomość. Cóż by to było - cywilizacja oparta na wewnętrznych wglądach. Moje ego połączyłabym wtedy z twoimi członkami w miejscu gdzie nie ma racji motłoch. Egoizmy gospodarcze, polityczne egoizmy, religijne egoizmy. Człowiekowaty w sosie własnym. Smakuje podobnie jak wieprzowina. Codziennie już będzie łatwiej. Jest zjadany, rodzi się, jest zjadany, rodzi się, jest zjadany, rodzi się, jest zjadany.