Cooshay-pustelnik
Rozpychają mnie umysły przechodzące obok. Jak krew, którą niosę w sobie. Bezczasowość jest szeroka i rozległa, aż po horyzont. Nigdzie nie trzeba iść, bo nie ma dokąd. Nic się nie wydarzy, bo nie ma co się wydarzyć. Brakczasowość wchodzi przez oczy i uszy. Tłum na ulicy patrzy. W nieczasie umierają miliardy i rodzą się na nowo w czasie. Namacalność rzeczywistości równoległej. Wchodzę w nią jak w uwolnienie. Krok i jeszcze jeden krok.
Zobacz całość, Cooshay-pustelnik. Myśląc dobro - ustanawiasz zło. Myśląc miłość - ustanawiasz nienawiść. Myśląc radość - powołujesz cierpienie. Otrzymałeś samoświadomość, ale tu nie o ciebie chodzi. Zobacz całość, Cooshay-pustelnik.
Pustka mięsa z kością. Jak czarny pieprz na nienawiść. Kardamon na pragnienia. Czystek na egoizm. Przestałam być kobietą, matką. Zabiłam w sobie, przestałam być matką. Faluje skóra głowy. Kobiecość odeszła jak wody. W miejscu gdzie była śmieszna i dziwaczna. Odcięłam pępowinę ogólnie dostępnej rzeczywistości. To było moje dziecko.
Odrzuciłam uszy. Wyjęłam gałki. Z bezczasowością mięsa z kością. Opuściłam wątrobę i trzustkę. Wychodzę na ulicę. Moje tkanki są puste. Moje piersi są puste. To równoległe dojrzewające w kokonach wszechświaty. Niebo podwójnego błękitu - uczucia, których spróbowałam. Gdy emocjonalności sałatki śledziowej przeciwstawiłam pożądanie mięsa z kością. Na ulicy, fenomenalnie, myśli implodowały podczas precyzyjnego oddychania.
I przez całe życie, w którym utożsamiałam się z kimś, kim nie byłam. Nie musiałam sterować ciałem, bo i tak nic nie mogłam zmienić. To ciało powoduje mną kompulsywnie. Byłam matką, żoną, kobietą, kiedy odtrąciłam siebie na Piotrkowskiej, głównej ulicy miasta. To tam odkryłam swoje tylne oko. Z dwoistej natury - scalona w rzeczywistości równoległej: to nie moje, chociaż to słyszę. To nie moje, chociaż to widzę. To nie moje, chociaż to kochałam.
Katatonicznym pobudzeniem błony śluzowej pochwy. Jestem wieloosobowa, milionosobowa, miliardosobowa. W równoległej rzeczywistości rozpuściłam całą zachodnią psychologię. Gdzieś pomiędzy nabiałem a alkoholem. Mięso z kością doskonale radzi sobie bez świadomości, przechodząc na drugą stronę ulicy. Nie ma mnie we mnie, bo wszyscy są we mnie. Nie jem, to wszyscy inni za mnie jedzą. Nie kocham moich dzieci, to wszyscy inni je kochają. Nie oddycham, to wszyscy inni gwałcą moje płuca.
Fałszywy obraz otoczenia w konwencjonalnej terażniejszości, w szpitalu przy miejskiej ulicy. Autostradą szyjki macicy, iluzja czasu utrwala gotowość splamienia czystego umysłu, od pierwszego trymestru zarodka. Cooshay-pustelnik jest tylko częścią większej całości. Tak jak zindywidualizowana świadomość hepatocytów wątroby. Wieloosobowa, będąc jedną ze wszystkimi. Cooshay-pustelnik będzie rodzić. Produkując czas na kilogramy. Progeniturą.
Na początku jest to trochę dziwne, oglądać świat, w którym mnie nie ma. Doświadczający rzeczywistości równoległej, stają się czymś nowym, gdy czas jest stanem umysłu. Dezaktywujący, dopochwowy enzym Pin1 - w świecie równoległym czas nie płynie. Tam gdzie nie ma kolejności zdarzeń, wszystkie są teraz. Albo wcale. Ponadmiedniczkowe obsesje gruczołu mlekowego - wśród zdarzeń bez znaczeń, gdzie miejska ulica uderza do głowy: chodnik nie_do_chodzenia, dom nie_do_mieszkania, płuca nie_do_oddychania, ławka nie_do_siedzenia, hot-dog nie_do_jedzenia, oczy nie_do_patrzenia.
Bez czasu nigdzie nie trzeba iść. Chwila nie kończy się ani nie zaczyna. Jest obecna. Wszechświat jest muzyką. Ruch bez czasu istnieje, ale tylko znikąd donikąd. Ciało boli. Mięso z kością atakowane toksynami pasożytów. To emocjonalne glisty. Włośnice myśli. Boli gdy mu źle i boli gdy dobrze. Trawione od środka. I do serca gwałtem arytmii. Wszechświat przeciera oczy. To moje oczy.
Poczucie czasu jest tylko emocją. Między pamięcią a wyobraźnią. Z uwikłanej psychosfery. W rzeczywistość równoległą, początek nowej świadomości. Tylko ci co mają wgląd w równoległą rzeczywistość. Bez człowieczeństwa. To transcendencja mięsa z kością.
Tramwaj za oknem słyszy mięso z kością, chociaż w pomieszczeniu go nie ma. Ludzkie głosy za oknem słyszy mięso z kością w pokoju, w którym go nie ma. Rzeczywistość równoległa. Posiada punkt odniesienia - różni się formą - jest asemantyczna. Za ścianą ktoś uderza w mięso. Wali w mięso z kością. Kroi mięso. Smaży mięso. Krew leje się z kotletów.
Cooshay-pustelnik uspokaja ciało. W umyśle gaśnie ludzka natura. Rozgrzane receptory, zbłąkane neurony. Kurczące się jelita i rozpędzona wątroba. Nibbaniczna pustka jest nadal. Cooshay-pustelnik obrabia noumeny miłością platoniczną.
Czas jest jedynie ludzką iluzją. Teorie od nowa piszą już fizycy.
Cooshay-pustelnik widzi wszystko naraz. Poszukiwanie sensu staje się bez znaczenia. Nie ma nic w przestrzeni zajmowanej przez ciało. Ludzka rzeczywistość skażona czasem.
W podążających bez imion, bez właściwości. Czas o 20:47 nadal nie istnieje.

 

 

Samoświadomość jest tylko emocją wzbudzoną impulsami identyfikacji.
Konsumenci człowieczeństwa.