Autoportret bez serca. Bez wątroby i jelita cienkiego, na tle Galaktyki Andromedy. I z całą resztą poddającą się opisom równań fizyki kwantowej. Niels Bohr o Polakach: to egipscy Żydzi tylko bez mózgów. Alegoria polskiego męstwa w Afganistanie.



cudowne_obrazy
Autoportret z Jaźnią. Wgląd po nieprzerwanej, dwudniowej uważności. Czego Jaźń oczekuje od życia? Niczego nie oczekuje. Wystarcza, że jest. Wystarcza jej, że się przejawia - posługując się ciałem i podświadomością. Humanizm to szowinizm. To w istocie jeszcze jedna forma faszyzmu. Jaźń nie jest Polakiem. Mijając ego, widać wyraźnie, jak Galaktyka Andromedy wiruje pod małym palcem lewej ręki.
Autoportret splątany. Ostatni człowiek żyjący we Wszechświecie - Wiktor, zabija przedostatniego żyjącego człowieka - Zuzannę. Ostateczne rozwiązanie. Inicjacja procesu zanikania dualizmów. Ego nie jest emanacją Jaźni. Jest nią świadomość tu i teraz. Dualizmy generując opór przesłaniają alternatywę - przepływ swobodny. Splątanie to pochodna dualizmów. Matematyka jawi się jako cudowny kod umysłu świadomego, transcendentny wobec niego. Cudowny język, transcendentny wobec pieprzonego antropocentryzmu. Splątanie rozpuści się w absolutnej Pustce. Jeśli już chcesz, spróbuj zrobić to dobrze.
Autoportret z mandalą. Ukryty aspekt w nieświadomości jest polski, kaleki. Patriotyzm polski to natrętny, faszystowski wykwit. Nie można nim opisać Wszechświata, Ziemi, Azji ani nawet Polski. W każdej z 350 miliardów galaktyk krąży 300 miliardów gwiazd przypominających Słońce. Przez 365 dni w roku. Wielki Zderzacz Hadronów w CERN pod Genewą potwierdza - rację miał Nietzsche - nie ma dobra ani zła. Są tylko zderzenia. Mój polski mózg jest odsłonięty, każdy może go poklepać, splunąć lub zgasić peta.
Autoportret z ego, wciąż obecnym z tyłu głowy. Moje ego ma w dupie Powstanie Warszawskie, bo dość ma już strzelistych, patriotycznych wytrysków. I Smoleńsk. I Katyń także ma w dupie. Emocje przychodzą i odchodzą. Czasem na dłużej. Po uporczywej uważności wszystkie myśli odeszły, jak wody płodowe. Myślałem, że już umieram. Okazało się, że to tylko gorsze samopoczucie.

Autoportret 4/7. Już cztery piwa wygaszają uważność na siedem dni, odsłaniając monstrualnie przerośnięte ego. Internauta: - obrazy Kuszeja są chamskie! Moje ego: - jak przypierdoliłbym w ten żydowski ryj to skończyłoby się głupie gadanie! Ego liczy na to, że zrozumienie paradoksu kota Schrodingera pozwoli mu rozwinąć samoświadomość i oświecić się. Ale jazda! Nie wie, że rudymentarne składowe rzeczywistości są alogiczne. Tak jak i alogiczne są głębokie aspekty umysłu. W Auschwitz-Birkenau ludzie wymordowali kilka milionów spośród siebie. Nie ma znaczenia czy ginie jeden człowiek czy miliony. Ego zauważa, że cierpienia nie sumują się. Pamięta, jak kiedyś czytało Medaliony Nałkowskiej. Teraz Przypomnij się, Króliku Updike'a.

Autoportret 3/1000. Przez trzy dni rozpadałem się na tysiąc kawałków. Ostatni z nich zapadł się w Pustkę. Doświadczyłem, że nie mam i nigdy nie miałem własnego ja. Poczucie ja to tylko silne, uporczywe złudzenie. Jestem stwarzaniem się z chwili na chwilę, w każdym teraz. Wciąż na nowo z dostępnego doświadczania. Z milisekundy
w milisekundę. W pustej przestrzeni. W każdym umyśle jest jedna i ta sama Pustka.
W każdym Żydzie jest Pustka Adolfa Hitlera. W każdym dziecku jest Pustka pedofila. To ta sama przestrzeń. W Pustce staję się tym co akurat doświadczam. Teraz jestem obrazem, który maluję. Za chwilę wyjdę na ulicę i wyrzeźbi mnie sobotnio-nocny tłum na Piotrkowskiej.
Autoportret z trzech godzin i pięćdziesięciu siedmiu minut. 18:30 uwikłanie, 18:40 nadal uwikłanie, 18:50 splątanie jakby odpuszcza, 18:55 staję się przeźroczysty, 19:03 zaczynają się przepływy energii w górę i w dół. Wow, ależ to przyjemne. Dziesięć minut później wszystko cichnie i zanika. Uwikłanie osłabia się i upraszcza, splątanie przekształca w śmieszne gesty. Słabną napięcia, pęd zwalnia. Umysł gotowy jest do umierania. Umieranie zaczyna się o 19:17. Razem z nim umiera moralność, despotyczna dziwka. Razem z nim rozpadają się emocje, proste związki i te dłuższe też. Zdychają myśli, rozpływa przeszłość i przyszłość. Zdycha prawda i uczciwość. Szacunek dla innych dorzyna się z empatią na tle rozsypujących się, strzelistych chwilę temu, poglądów
i przekonań. Moje życie warte jest tyle co kilogram ziemniaków. A moja samoświadomość tyle co kilogram buraków. Albo i mniej. Więc pozwalam jej gnić - rozpada się o 19:33.
Pięć minut później umiera umieranie. Aż do 22:27.
Autoportret z pediatrą. Z perspektywy egzoplanety w Galaktyce Andromedy. Holokaust nie jest bardziej szczególny, niż zabiegi agrochemiczne na stonce ziemniaczanej. Powstanie Warszawskie nie jest bardziej szczególne, niż odstrzał redukcyjny w Borach Tucholskich. Logika jest tylko jednym ze sposobów przejawiania się. Są i takie, gdzie za horyzontem nie ma horyzontu. Bo kobiety mają rację - mężczyźni to popieprzone egole. Zasługują tylko na dwa słowa w przeciągu, albo lizaka. Nieuwikłany mózg ulega saturacji, nasyca się Pustką. Jest tylko Jaźń, Wielka Niemowa, gdy uciszony natrętnie gadający umysł nie jest już przedłużeniem ego. A wszystko to powiązane sznurkami. Kiedy już moja ręka nie jest moją, a łydka moja to tylko dwa kilo mięsa z kością. Nie ma żadnej obiektywnej potrzeby, aby życie znaczyło coś więcej. Coś, jak stosunek analny ze swoim pediatrą.
Autoportret ze skrzypcami. Jeszcze w oparach redukcjonizmu, ale już trochę holistycznie. Schrodinger - złożoność materii przekracza możliwości ludzkiej wyobraźni. A ego wciąż swoje - kim jestem? To, zdaje się poprzez moje ciało i umysł, Wszechświat doświadcza swojego istnienia. Nie ma nic niepokojącego w zabijaniu się nawzajem. Moja pogarda dla innych jest dobra, tak jak i moja nienawiść - też jest dobra. Ego ma w dupie tę całą ekologię - widocznie tak ma być, gdy ołów i benzopireny falują w żyłach. Ego pamięta jak opadła mu szczęka na koncercie Shlomo Mintza w Filharmonii Łódzkiej. To było cudowne, cudownie nieśmiertelne - tak Jaźń dojrzewa do śmierci. Pamięta też szaleńczą muzykę osiemnastoletniego Bartłomieja Nizioła. Obecna jest cały czas w pobliżu trzeciej synapsy, w osiemset szesnastym rzędzie trzysta tysięcy pięćset sześćdziesiątej ósmej warstwy podświadomości. Jaźń, Wielka Niemowa, dojrzewa do ostatecznego uwolnienia, choć nadal nie zdaje sobie sprawy ze struktury rzeczywistości, w której przyszło jej uformować się.
Autoportret z hymnem. Chmury płyną po wodzie. W żyłach płynie śmierć za macierz. Wartość życia jest wymierna, to dwanaście pięćdziesiąt za kilogram mięsa z kością lub dwa centymetry - tyle co szerokość ostrza w gardle. A chmury płyną po wodzie jak muzyka. Hymn. I jeszcze jeden hymn. Jak sto dziewięćdziesiąt sześć hymnów. Każda śmierć jest dobra, oczekiwana.
Rozlew krwi. Autoportret z trzema aktywnymi synapsami. I z jedną dotkniętą Alzheimerem. Rozlew krwi za macierz jest wymagany. Ben Gurion o Polakach - to pasożyty. Nacja, która dała cywilizacji jedynie Katyń i Smoleńsk. Pamiętaj! Robert Oppenheimer o rozlewie krwi - tylko w białych rękawiczkach! Ego o rozpadających się przekonaniach - tego właśnie pragnę! Kiedy inne dzieci budowały zamki w piaskownicy, moje pięcioletnie, polskie ego budowało się na obozach koncentracyjnych. Ego ma obozy koncentracyjne we krwi. To oświecająca siła. Co innego, niż łzawy patriotyzm uświniony krwią. Ego zauważa, że śmierć ciała - jeśli oczekiwana - jest cudownym przeżyciem, ostatnim doświadczeniem, którego jeszcze nie doznało.
Ludzkie życie trwa trzy nanosekundy w skali Wszechświata. Moje ego powstało dwie nanosekundy temu i za jedną nanosekundę rozpłynie się w pustce. Ekscytująco szybko. W ludzkiej skali - Jaźń jest elementem większej całości, na przykład wody w Zalewie Sulejowskim. Ego upiera się, że Jaźń nie istnieje. Może dlatego, że Jaźń jest jednostajnie nijaka. Jaźń o moich świństwach - milczy, o mojej skrywanej nienawiści - milczy, o mojej chciwości - milczy. Wielka Niemowa. Gdy milczy gadający umysł, pustka tworzy na nowo Rafała Wojaczka, albo splątanie kwantowe, albo zapach genitaliów. Życie we Wszechświecie pączkuje jak prażona kukurydza, a nawet jeszcze szybciej. Trwa krócej, niż dźwięk uderzającej o asfalt kropli krwi. Moja Jaźń nie jest Polakiem. Moje ego też już nie jest. Oto wyczekane pożegnanie. Nie być Polakiem to rozgrzewająca, pozytywna energia. Przypływy w górę i w dół, od kręgosłupa żebrami do serca. To wolność.
Ego i Jaźń - nierozdzielne. Nie jest możliwe pozbycie się ego. Autoportret nienasycony - obraz mentalny. Nie jestem Polakiem. Jestem piaskiem, na dnie Zalewu Sulejowskiego albo w kuwecie. Jaźń jak zwykle tylko się przygląda. Komiczny antropocentryzm. Zabawna historia Polski i polskie symbole bardzo śmieszne. Zły w lewej półkuli mózgu, dobry w prawej nerce. I nienawiść rozsadzająca serce, skurczone w okolicy zachyłka okrężnicy.
A wszystko to razem, nierozdzielne. Wciąż mało. Nie głód - nienasycenie.
Autoportret z dwiema świadomościami. Konwencjonalną, utożsamianą z gadającym umysłem i tą drugą, pustą, z okolic Jaźni. Wszechświat jest abstrakcyjny. Jedynie umysł nadaje mu formę, i później tę formę dostrzega. Ponieważ człowiek dostrzega przyczynowość, więc i we Wszechświecie obserwuje przyczynowość. Samoświadomość jest złudzeniem. Zniewalająco sugestywnym obrazem mentalnym. Właściwa
świadomość jest na zewnątrz umysłu. W środku nie ma nic. Moja świadomość jest niczym puste pudełko. Przez otwory w prawej i lewej ścianie doświadczam dźwięków. Przez otwór w przedniej zapachów i obrazów, z tyłu ego i gadającego umysłu, przez otwór u góry Jaźni i podświadomości, a z dołu emocji i odczuwania ciała. I to wszystko. Jestem tym co do mnie dociera, czego akurat doświadczam. W środku nie obserwuję niczego więcej, w środku nie ma nic. Żadnej świadomości. Cóż za niespodzianka! Pustka, z której wystają nogi i ręce.
Autoportret strukturalny, na kształt przebaczenia. Nie ma możliwości, aby niematerialny umysł wpływał na materię. Coś takiego jak niematerialny umysł nie istnieje.
W świadomości nie ma też kwarków ani gluonów. Tylko dwie równoległe autostrady. Jedna w stronę pustki, druga zaś pod wiatr. Kobiecy głos w mojej głowie - tak przebaczenie osiąga absolut. Moja samoświadomość jest biała. Ego jest szare, ciemnoszare. Podświadomość czarna i zajmuje relatywnie mało miejsca. Jaźń jest złota, pulsująco rozedrgana, jak powierzchnia Zalewu Sulejowskiego. Jak mawiał Murray
Gell-Mann, deprywacja sensoryczna to gwałt, prostszy jest obcinacz do paznokci.

Autoportret z pasożytem. Świadomość, od kiedy była gwałcona, rodziła stany lękowe
o różnym nasileniu. Rzuca mną codziennie, kiedy tylko oddaję się ego. Stężenie jego metabolitów w moczu wciąż jest śladowe. Z czym się identyfikuję? Ja nigdy nie umrę,
bo ja nigdy nie istniało. Istniało złudzenie ja. I pustka. Świadomość jako autonomiczna, wyizolowana wewnętrzna forma nie istnieje. Moje ego powoli uczy się stać z boku
i obserwować. Wiem, że wstrzykiwano mi do mózgu oksytocynę z adrenaliną.
Coś jak Escitalopram dwa razy dziesięć miligramów z Cognac Croizet z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego. Już teraz jestem martwy. Zawsze byłem. Progenitura to pasożyty. Dermatofity i wszy i ośmiometrowy soliter. Pomiędzy matką
i ojcem. Między lodówką i telewizorem. Ego zauważa, że kapciowi będą protestować.
Też dobrze, jak wiele paralelnych historii. Friedrich Nietzsche: "progenitura jest przeszkodą w osiągnięciu absolutu, tak samo jak twoje kobiety." Moje ego twierdzi, że kobiety są OK. Jak w telewizyjnej reklamie - Escitalopram i progenitura - toksyczne związki w twoim mózgu. Odstąpienie od progenitury to akt doskonałości. Potężna, niszcząca blokady siła. Katalizator. Pobudzająca energia stymulująca wzrost. To wolność.

Moja nienawiść - autoportret. Nie będę empatyczny, ani skromny. Moja nienawiść jest wielka. Moja nienawiść jest zawsze gotowa. Gotowa do uwolnienia. Tak jak długie smugi zachodzącego słońca zjawiskowo oświetlają, ale krótko. Uwielbiam moją nienawiść. Nienawiść polska to przy niej karzeł z kompleksem małego i krzywego członka. Jest jak głos Lisy Gerrard, odprowadza na skraj, aż tam. Jak wszyscy moi sąsiedzi, kiedy zetknąłem się z ich zdziczałym humanizmem. Zasrany antropocentryzm. Gdy nie bawi mnie już moja nienawiść, wtedy garść Hydroksyzyny plus Xanax sześć miligramów. I czopek na rozluźnienie.


Autoportret z truskawkami - wgląd na ławce. Stopniowo staję się przeźroczysty. Więc
i wycisza się ego. Plac Komuny Paryskiej. Słabną algorytmy wyryte w podświadomości. Każda komórka ciała krzyczy - umieram! Wtedy moje ciało znika. To, co jest na zewnątrz gęstnieje, rośnie, staje się jedyną dostępną świadomością. Nic nie jest takie, jakim się wydaje. Nic nie jest tym, czym się wydaje. Ławka naprzeciwko mnie nie jest białym, drewnianym przedmiotem do siedzenia. Jest tylko ławką. Nijakość, bez żadnych właściwości. Przebiegający yorkshire terrier nie jest psem, udomowionym zwierzęciem, jest tylko yorkshire terrierem. Truskawki na straganie są tylko truskawkami. Zaciskam pośladki. Algorytmy powracają w chwili nieuważności. Opór ma charakter kompulsywny.
I cierpki smak. Natarczywy imperatyw. Ten co na ławce, to strażnik na ławce w Auschwitz.
Autoportret i przepływy. Nic nie jest tym, czym się wydaje. Relacja z innym ego. To
cannabis i diazepam. Destrukcja relacji zapowiada świadomość pełni, ekscytującą
pustkę, powrót do domu i wolność. Oops! Ego suponuje, że kapciowi będą protestować.
Moje istnienie to mikroskopijny wycinek czasu z megaprocesów Wszechświata. Pojmowanie zamyka się w dostępnych zmysłach. Ograniczone jest do środowiska, w którym ukształtowała się świadomość. Czuję tylko tyle, ile potrafię doświadczać. Wszystko przychodzi i odchodzi. Nieprzerwany przepływ. W górę i w dół. Emocja przychodzi i odchodzi.
Tak samo i myśl. Przychodzi i odchodzi moja stopa. Moja stopa nie jest moją, jest tylko stopą. Tak samo wątroba i serce i odbyt. Przychodzi i odchodzi świadomość. I nienawiść. Nienawiść nie jest moja, jest tylko nienawiścią. Ego zauważa, że łatwo jest umierać, gdy nienawidzi się. Nienawidzi wszystko.
Autoportret "wszystko się zmienia". Nie ma niczego, czym na dłużej można podeprzeć ego. Ego staje się natarczywe i nie do zniesienia. Rozpada się i buduje na nowo. Rozpada na tysiąc drobiazgów, i buduje z dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu. I oczywistość. Jest tak samo rzeczywista jak i jej brak. I lęk. Umysł wpada we "wszystko już było". Bułka
z masłem. Kilka piw na otrzeźwienie. Coś na głowę. Na palce tylnej ręki. A wszystko to nadal tylko opór, opór, opór.

Walczący z ego - autoportret . Nienawiść przychodzi i odchodzi, niezależnie od tego, czy jest akurat potrzebna czy nie. Przenoszę więc ego w okolice żołądka, albo do pięty mojej prawej nogi. Stawia opór, opór i opór. Istnieje tylko to, co na zewnątrz. Wnętrze, jeśli nadal odczuwane, jest tylko zagraconą pustką. Ego nie jest już Polakiem, ale jest jeszcze zanurzone w społeczno-kulturowym, cywilizacyjnym sosie. Polska duma bardzo poważna: I'm speaking polish perfectly, are you hearing? Yeah! Rodzina jest najważniejsza - tak kapciowi dokonują antropocentrycznych manipulacji. Nasłuchiwanie dźwięków wyłącza gadający umysł. Jose Mourinho o Polakach: "Rywalizacja sportowa to dla nich patriotyczno-faszystowska rozrywka". Yeah!

 

Autoportret bez ojca. Odsunięcie progenitury to wolność. Moje ego nie jest już ojcem.
I wtedy wgląd. Ego jest labilne. Przesuwam je więc w okolice żołądka, albo do pięty prawej nogi. Struktura mojego umysłu jest wierną kopią Auschwitz-Birkenau. W moim umyśle tętni życiem Auschwitz-Birkenau. Ego uwielbia systemy kognitywne, szczególnie te zmierzające do jego usunięcia. Często zachowuje się jak jesiotr. Jesiotr na pusty żołądek, albo jesiotr w żołądku pełnym alkoholu. I znów łapanka w hitlerowskiej Łodzi.
Po wydaniu "Mdłości", Jean-Paul Sartre o Polakach: "Jak oni cuchną religijnym ścierwem". Moje ego nie jest już ojcem. .
Ego i Jaźń - autoportret. Rzeczywistość sama w sobie pozbawiona jest znaczeń. Wiem
o tym i często bywam zmęczony dobrym samopoczuciem. Jaźń tylko się przygląda, Wielka Niemowa. Doświadczanie pozbawione wiedzy to oświecenie. Ego doświadczyło obozów koncentracyjnych na poziomie urzeczywistnienia. To było w tym czasie, gdy Robbe-Grillet strzelił do Butora, z zazdrości o Sarraute. Interioryzacja - tak, tak właśnie chciałem, chciałem aby to się stało. Na krawędzi lewej półkuli, podniecone ego wytwarza kaskady emocji, których nie nadąża już nazywać. Ale to Jaźń pociąga za sznurki. Kocham Auschwitz-Birkenau!
Autoportret - elementarna molekuła Systemu. Uczenie to tworzenie zamkniętej, zakrzepłej świadomości, złudzenia integralności i psychicznej jazdy. Mam dokładnie to samo co świnia i karaluch. Ewolucja przyśpiesza coraz bardziej. Jest jeszcze dobrodziejstwo śmierci samoświadomości, śmierć Jaźni. Obraz Wszechświata zależny jest od możliwości percepcyjnych i zestawu receptorów. Kiedy zamknę oczy kształt Wszechświata zmienia się diametralnie. Mam w dupie deprywację sensoryczną traktowaną jako katalizator ekstensywnej Jaźni. Tak jak i Schopenhauer. Ohyda! Głowa jest pusta, w głowie nie ma samoświadomości. Jama brzuszna też jest pusta. Tam gdzie są płuca swobodnie przepływa powietrze. W okolicach serca nie ma nic. Nie ma nic na wylot w miejscu wątroby i śledziony. Ego przeniosłem do wskazującego palca prawej ręki. Identyfikacja z polskością - do kciuka lewej ręki. Identyfikacja z Homo sapiens - w okolice członka, albo dwa metry przede mną. Mogę nią dowolnie manipulować. Olewam ją więc krwistym moczem. Samoświadomość jest na zewnątrz, istnieje jako wyekstrahowane z ocen doświadczanie. Nienawiść do Systemu energetyzuje każdą moją komórkę, każdy jej lepton, kwark
i cząsteczkę Higgsa. Jestem zbudowany z nienawiści do Systemu. Ludzkiego Systemu.
Autoportret doświadczanego pustką. To przeze mnie Wszechświat doświadcza swojego istnienia. To moje oczy są oczami Wszechświata. Na obrzeżach wybujałego egzystencjalizmu. Irytującego humanizmu i infantylnego antropocentryzmu. W pustce jest wszystko. To moje ręce są rękami Rafała Wojaczka. Szczęście i satysfakcja są domeną ego. Oświecenie jest emocjonalnie nijakie. To wewnętrzna pustka w której zawarte jest wszystko. Przypływy
z góry i z dołu. Odpływy w dół i do góry. Moje palce są palcami Chopina i Karen Horney. Ego dumne jest z pustki. Wszystko co ma sens znajduje się w pustce. Żarówka, która świeci niesamowicie świecąco; budynek, który jest ślicznie wysoki; samochód, który jest cudownie jadący; deszcz, który jest nadzwyczajnie kroplisty. Rower, który wspaniale posiada dwa koła
i chodnik, który jest urokliwie twardy. A wszystko to bez cienia metafory. Jest jak skrzyżowanie Schrodingera z Schopenhauerem doprawione Abe Kobo.
Wszechobecny opór, czyli autoportret z ego. Ego zauważa, że ludzka jaźń ukształtowana
jest do życia w samotności. A umysł męski, który nie potrafi funkcjonować bez emocjonalnego przywiązania jest strukturą dalece niedojrzałą. Ego głęboko się nad tym zastanawia. Moje komórki już niedługo poddadzą się wielkiemu energetycznemu rozpadowi. Ale póki co, ego obsesyjnie buduje swą rozpiętość na każdej formie oporu. Cały zbudowany jestem z oporu. W częstoskurczu psychicznych mięśni.
Autoportret z Jaźnią. Wgląd po stu tysiącach dwustu czterdziestu trzech nieudanych próbach zlokalizowania Jaźni. Mam ją. Szukałem jej w płucach, żołądku i w głowie.
W paliczku serdecznego palca lewej ręki i w trzecim kręgu lędźwiowym kręgosłupa.
Nie widziałem jej, chociaż cały czas stała dziesięć centymetrów przede mną i patrzyła mi prosto w oczy. Gdy ja jej szukałem, ona też siebie szukała. Gdy ja czekałem aż się pojawi, ona też cierpliwie czekała. Teraz ostrożnie przeniosłem ją w okolice kręgów C1 i C2 szyjnego odcinka kręgosłupa. Ciągle mając na uwadze istnienie betonowego humanizmu, schizoidalnego antropocentryzmu i łzawego patriotyzmu uświnionego krwią. Gniew
i nienawiść mają dla ego szczególną wartość. Codziennie tworzą we mnie strzelistą formę w stronę absolutu. Ego już doświadczyło czym jest Jaźń. Jest Tym, Który Jest. Ego pogodziło się już, że jest tylko Tym, Który Się Pojawia. Dla rozczarowanego ego, cudowną niespodzianką był wgląd, że można poczuć zmęczenie doświadczaniem Oświecenia.
Autoportret na piasku. Rzeczywistość jest względna. Zależna od tego jak chcę ją widzieć. Ego coraz mniej identyfikuje się z otaczającym go Systemem. Jest jednak nadal niczym kobieta zanurzona w feromonalno-hormonalnej kąpieli. Wgląd po ostrej jeździe nad Zalewem Sulejowskim - Jaźń nie identyfikuje się z człowiekiem, jest piaskiem zalewanym przez fale. Istnieć jako człowiek to stawiać opór. Jaźń jest czystą aktywnością, nieosądzającą, bezcelową i bezsensowną. Sens, to problem jedynie dla ego. Ego rozpoznaje już swoją skurwysyńską naturę. Ono też nie chce już być człowiekiem. Nie jestem człowiekiem. I wtedy przychodzi do mnie mój pies, którego nie mam. Jaźń zbrukana w błocie krwi. Ego upaprane identyfikacją z człowiekiem. Jestem piaskiem. Mogę decydować kim chcę być. Wybieram piasek. Przedawkowanie alkoholu odwleka sprawę.
Autoportret z oznaczoną zemstą. Demony i potworne siły, monstrualne popędy. Identyfikacja z narodem, identyfikacja z ideologią, identyfikacja z etyką. Wściekłość i nienawiść. I zemsta, która przynosi ulgę. Identyfikacja z człowiekiem przyprawia o mdłości. Moje ego jest cyniczne, zimne i bezwzględne. I mściwe. Zemsta jest odpowiedzią. Zemsta i odwet. Popędy i brak pohamowania. To nie ja mam ciało, lecz moje ciało dysponuje umysłem. Walcz
i kontroluj. Zemsta wytwarza pozytywną energię. Nie szekspirowska zemsta, tylko zwykła, codzienna mściwość. Umieściłem ją w dolnej, lewej trójce (zaznaczona na czerwono). Jest jej tu bardzo dobrze. Manipulacja i szantaż emocjonalny, który daje mi satysfakcję. Do tego niezastąpiony jest wskazujący palec prawej ręki (zaznaczony na czerwono). W pustce zawarta jest kompletna i wyczerpująca odpowiedź na pytanie o sens istnienia. Sensem istnienia nie jest pustka. W pustce zawarta jest odpowiedź.
Człowiek nie jest celem istnienia Wszechświata - autoportret. Moja jaźń nie identyfikuje
się już z człowiekiem. I dobrze. Z krową i z karaluchem też nie. Ego z ulgą zauważa, że człowiek nie jest celem istnienia Wszechświata. Dzisiaj Księżyc na niebie jest tak samo duży jak Słońce. Za sto milionów lat nie będzie mniejszy. W pustce zawarta jest odpowiedź na pytanie o sens istnienia. Odpowiedź, której nie można poznać. Odpowiedź, której
można doświadczyć.

 

Autoportret z psem Josefa. Droga Mleczna jest średniej wielkości galaktyką spośród trzystu miliardów galaktyk. Słońce jest małą gwiazdą wśród trzystu miliardów gwiazd Drogi Mlecznej. Nie ma prawa we Wszechświecie, które zabraniałoby uśmiercać psy. Nie ma prawa we Wszechświecie, które zabraniałoby pozbawiać życia człowieka. W pustce moje życie jest nic nie warte. To dobrze. To doświadczanie ostatecznego dobrostanu umierania.

Przeszłość nie istnieje. Jest jedynie śladem pamięciowym, aktywnym energetycznie obszarem w mózgu. Tak jak nie istnieje przestrzeń Josefa. Nawet w odległych miejscach,
w pobliżu przedprzeszłości i zaprzyszłości. Dla ego niespodzianką jest, że Josef Mengele nigdy nie istniał.
Wiatr w klatce piersiowej - autoportret. Po kilku dniach uważności ego doświadczyło, że samoświadomość jest jedynie ekranem na którym wyświetlane są komunikaty podświadomego umysłu. Wracam do miękkiego otoczenia psychicznego. To było niczym szarża. Mój świat jest interpretacją - brzmi nieco czerstwo. Jak zeschły fizykalizm.
Wiatr między żebrami. Mój polski umysł był brudny i cuchnący, naznaczony stęchlizną Auschwitz-Birkenau. Bo byłem wychowany jak pies. Oto aktualnie otwarte wątki. Wszystkie wybory odbywają się w obszarach nieświadomych - by chwilę potem powstała ich reprezentacja w świadomości. Samoświadomość jest strukturą wtórną. To wielka iluzja. Genialna iluzja - że ego jest autonomiczną konstrukcją, że jaźń jest czymś więcej niż niczym. Pustka nie daje żadnej satysfakcji, inaczej niż cztery głośne bąki. I wiatr nad Zalewem Sulejowskim.

obrazy 1